Szewc bez butów chodzi

13Właściciel warsztatu samochodowego, w którym pracuję od kilku miesięcy jako mechanik samochodowy Warszawa, przyszedł dziś do pracy bardzo rozjuszony i zdenerwowany. Rzadko kiedy zdarza nam się widzieć Sławka w takim stanie, bo zazwyczaj jest ostoją spokoju i człowiekiem, który zawsze ma na wszystko czas i lubi sobie pożartować. Dziś rano okazało się jednak, że jakiś dureń (czytaj: niedzielny kierowca lub jakaś baba za kółkiem, jak to określił Sławek) zarysował w nocy auto Sławka stojące na parkingu pod jego blokiem. Sławek od wiek wieków zostawia samochód w jednym i tym samym miejscu i jakoś nigdy do tej pory nic złego się nie wydarzyło. Auto stało na mrozie i wietrze, prażyło się w gorącym słońcu i przyjmowało na swój dach ciężkie krople deszczu. Parkowało obok niego mnóstwo innych samochodów i jakoś przez tak długi czas nikt go nie zarysował, a tu nagle na prawym boku volkswagena pojawiła się długa i bardzo głęboka rysa. Każdy facet traktuje swój samochód jak własne dziecko lub ukochaną dziewczynę, dlatego nic dziwnego, że Sławek od rana był zły. Na szczęście jego złość nie była ani długa ani bardzo silna, bo w końcu rysa na boku samochodu to dla mechanika nic nowego. Auto Sławka poszło dzisiaj na warsztat jako pierwsze i dość szybko zniwelowano szpecące zadrapanie. Teraz volkswagen właściciela wygląda tak samo dobrze, jak przed przytarciem. Może kolor jest delikatnie inny, ale bez przesady – nigdy nie dobierze się koloru idealnego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *